Kontakt

Artur Wojciechowski
Parkowa 60
05-660 Warka
tel.607-187-774
jamor@op.pl

Opowiadanka

Pirat- trójłapek

Pirat  w budzie mieszkał z pluszowy misiem. Zakolegował się z nim,razem przebywali całe dni. Podczas wspólnej gry w karty misiek oszukał Pirata za co ten odgryzł mu łape. Został zatrzymany.doprowadzony przed sąd z wnioskiem o środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztu.

Do przedstawionego mi zarzutu przyznaję sie. Nie korzystam z przysługującego mi prawa odmowy składania wyjaśnień po czym chciałem wyjaśnić do następuje. Może zacznę od samego początku. Urodziłem się chyba w 2008r. Ojciec w sumie nie był dobrze znany, kilku sie kolegowało wtedy z matką. Matka maści wilczastej, trudna dla chłopaków raczej nie była. Mieszkała w stodole. Była bardzo emocjonalnie przywiązana do stodoły, nie tylko w sumie emocjonalnie , bo łączył ją też łańcuch calowy 8 m długości. Nie byłem pierwszy w miocie, a nie ostatni. Długo w legiowisku nie leżeliśmy, jakoś tak do rana. Wtedy przyszedł nas odwiedzić gospodarz. Nie widziałem go, bom ślepy był, ale zapach pamiętam. Ekstrat filtra tytoniowego z połączeniem z potem i gównem krowim. Charakterny zapach. Gospodarz wrzucił nas wszystkich do jednego pojemnika, teraz wiem że to mogło być wiadro. Całość zalał czysta wodą ze studni. Czystość to podstawa . Poczułem sie znowu jak w wodach płodowych , ino kużwa zimno było. Mówie sobie , pierdziele , nie pociągne, sram na to. Ile sie da tyle wytrzymam. Moje siostry i bracia morde drzeć zaczeły. Minuta i cisza. Gospodarz człowiek z gestem chlust pod płot. Wiadro było potrzebne po gopodyni srac się chciało. Pamiętam zimno. Strasznie zimno. To tylko 7,5 m, od tego kochanego gwoździa co łańcuch mamy trzymał. Matka wzięła mnie w ryj i do gniazda zaniosła. Powiedziała do mnie raz „ stul ryj, jakoś to będzie „. Było w sumie lux. Cyc , ciepło . I tak ze trzy miesiące. Jak gospodarz w pole jechał , to ja na podwórko. Sprint. Sodoła, obora. Matka czuwała. Dobra kobieta była, czujna. Ale przyszedł ten czas, dla mnie straszny. Miałem juz pełne 3 miechy, mama mowi „ synu, jesteś juz duży, trzeba iść w świat. Skoro trzeba to trzeba. Poszedłem. Wieś, druga. Las. Las był fajny. Pachniało, ptaszki inne niż wróble. Tam pierwszy i ostatni raz widziałem zająca. Taki mały pies a wyjebane uszy.
Sędzina – „ Jeszcze raz podejrzany użyje słowa obrazliwego to dalsze postępowanie odbędzie bez jego udziału”
No sory. No dobra. Dalej, A co ja mowiłem ? a Las. Za lasem było miasto . Osiedle wielkich długich betonowych budynków. Mówili na to bloki. Metalowy kontener , paśnik. Mój żywiciel. To było moje stanowisko przez kilka miesięcy. Spałem to w lesie to w piwnicy bloku. Do paśnika zaopatrzenie robili ludzie. Żarcie full, od chleba do mięska i marchewka tez się trafiła.Za dnia przewa.znie siedziałem z daleka od osiedla, daleko daleko na mojej górce. Piekny widok był. Całe miasto, dalej rzeczka. Uwielbiałem rano tak patrzec jak słonko wschodzi. Ciepełko się robiło. Wtedy matke sobie przypominałem, czasami popłakiwałem . Ale tak ogólnie to podobało mi się tam. Drózka była przez krzaki, ino koty i psiaki mogły tu dotrzec, bezpiecznie. W krzakach na koniec maja słowiki robiły sobie koncerty. Czy Pani sędzia pamięta w ogóle ten śpiew ? To chyba najcudowniejsze chwile mojego życia. Nie raz całymi godzinami gapiłem się w dal, w chmury i na to miasto. Tam ludzie gnali , gonili za czymś a życie im uciekało. Otaczali się rożnymi przedmiotami , coraz wiecej i więcej i stawali się w sumie ich niewolnikami. Ich dzieci , rózne, bywały i te dobre i te nie dobre. A czy Pani sędzina wie gdzie są teraz Pani dzieci i co robia ? z kim się bawią ?
Sędzina –„Panie Pirat !!!”
Przepraszam. To ja już do rzeczy.
Przyszedł taki czas ,że poczułem zapach suczki. Może ładna to nie była, ale wybrzydzać nie ma co. Chodzić z nią trzeba nie było. Tak mówili koledzy. Chodzilismy za nią kilka dni, wiec skłamali. Piątek był, miała być moja kolej. Pamiętam jak dziś. Ulica , dwu kierunkowa. Biegne sobie za laską, w szyku, a że miałem być pierwszy to z przodu. Kobieta Tico jedzie, ale to ja mam byc z przodu. Ona hamuje i do rowu. Samochód przekoziołkował , krew się pewnie polała, wali mnie to , to ja dziś z przodu. Chamsto w lesie straszne. Jakis duzy cham wepchał sie przedemnie. Mówię mu, że to nie ferr, on na to mnie w dziób. Zanim sie obudziłem byłem na końcu kolejki. Życie nie jest łatwe. Nie odpuszcze. Widze ,że laska nie jest w sumie zadowolona , więc się nie wyłamuje. Ide w miasto, za nią. Była w sumie widoczność dobra. Biegniemy sobie ulicą. Jakieś palanty trąbią, wszyscy nas omijają. Jestem na fali. Zarzucili tempo. Patrzę kamaz, pomarańczowy, gęba kierowcy podoba w kolorze. Smigam, jego problem. Miał nas pace betonowe trelinki. Poczułem oderzenie. Noga, moja noga. Bolało strasznie. Nie będę zostawał z tyłu, dziś mój dzień. Staram się , ale zostaje z tyłu. Pirat, dawaj- tak mnie wołali. Chciałem, ale nie szło. Nie dogoniłem. Potem miałem doła. Tydzień, drugi. Na trzech jechałem, bolało i smród juz szedł z nogi.
Proszę Sądu, trafiłem na jakies podrówko, przypadkiem. Napadli mnie ludzie. Złapali i związali. Nogę obcieli. Widziałem kto, obudziłem się i widziałem tego faceta. Nie zapomne go do końca życia. Potem mnie zamknęli. Bez zarzutów, bez postanowienia czyli bezprawnie mnie zatrzymali. A ze zastali mnie w stanie wzwodu to i tak mi zostało. Proszę sądu , szyli mi fiuta, 6szt nakłuć . Czy Pani sędzina czuje to ?
„ Niech podejrzany sie nie wczuwa, proszę się streszczać , bo obiad mam dzis gotować”
Przepraszam. Potem mnie dziewczę , ładna była, Monika ją wołali. Zawiozła mnie ze swym facetem do Warki , do jamora. Hotel . dostałem lokal. Budę nówkę. Z nią lokatora. Miśka w dupe jeb….go.
„ upominam po raz ostatni”
Przepraszam, wymskło mi się. Misiek był na naprawdę spoko. Trzymałem się z nim długo. Jamor wszystkich traktował dobrze. Tak się akurat dobrze składało, że jamor w mnie w boksie trzymal sobie miskę na która nakładał sobie jedzenie. Potem zaraz gdzieś dalej lazł. Ja jestem bystry i szybki, Zycie mnie tego nauczyło, wiec szybciutko miche zjadałem. Jamor albo jakis przymulony, albo pamięc miał do dupy, bo jak wracał gapił się na mnie i na miskę , ale nie kapnął się że to ja. Nie wiem za co tam siedział Misiek, nigdy go o to nie pytałem, liczyłem ze sam powie, nic chciałem być natrętny. Ile można gadać, jak się siedzi w jednej budzie. Ciągle gadaliśmy o róznych pierdołach,ja o swej górce a Misiek swoje historyjki. Nie wychodziłem nigdzie, nie chciałem a zresztą brak nogi mnie bolał.
Kiedys jednej niedzieli odwiedziły nas sąsiadki. Aza i Anu, pielęgniarki. Opowiedział bym sędzinie szczegóły, ale zaraz dostane karę porządkową , wiec pominę.
Zakochać to się nie zakochałem, bo zapach miały jakiś taki sterylkowany. Ale miło było. Na drugi dzien Ola, ta od jamora, dała nam talie kart, od dziewiątek. I tak się zaczęło. Dzień , noc , dzień, noc, ciagle graliśmy. Wciągnęło. Z czasem coś ciagle przegrywać zacząłem . W pokerka konkretnie. Misiek zawsze o jeden krok do przodu. Cos mnie to się nie spodobało. Mówie sobie- kanciarz jakiś. Codziennie z ranka jamor jak do nas przychodził otwierał furtke i mówił siku siku . Chłopina pewno jakies problemy z prostatą musi mieć. Ja w tym czasie biegłem w sadek odlać się i szpula z powrotem, partyjka. Raz jeden pazura na betonowym słupku wypolerowałem sobie, wygładziłem na piasku na lusterko, przejrzeć się można było. I gramy , i co widze ? Co widze w moim lustereczku ? Koleznaka z sąsiedniego bosku, Redka, wyglada za sciany. Wlałza u siebie na bude, gapi mi się od tyłu w karty i robi gesty do Miśka. O wy kur…a. Jak ja go złapie łapą za morde a zębiskami za tą paskudna łapę. Ten drzeć się zaczął.
No proszę sądu, nie poczułem nawet jak mu ją odgryzłem, byłem w takim szale, no nie wiem jak to się stało. Ja w sumie to w ryj mu tylko chciałem dać, a tak jakos głupio wyszło. Zszyć mu to chciałem , ale zaraz mnie Nokia podpierdzieliła i wszystko wyszło na jaw. Załuję tego bardzo. To wszystko co mam do wyjaśnienia w tej sprawie.

Tuptuś

Tuptuś. 4 kg zywej odwagi. Każdy z Was z lat szkoły podstawowej, klas 2-4 pamieta, że był tam w klasie a, b czy c- jakis kurdupel, zakapiorek. przeważnie otaczał się starszym kolesiem lub najwiekszym z klasy, który już w chwili wizji całkowitej klęski podczas bitki ochroni go swoją masą , nie koniecznie bystrością. W przypadku Tuptusia na pewno potwierdzi się powiedzenie , że co Cie nie zabije to Cię wzmocni. Tuptuś wszystkie duże psy traktuje z góry, zachowuje się jak pies z gospodarstwa,  który nagania krowy, napędza je w tą czy w tamtą stronę. Krowa która nie podporzadkuje się jego woli zostaje ząbkami uszczypana w tylna nogę. tak  własnie traktuje duze psy . Biega wzdłuz boksów krzycząc” ja tu z wami porządek zaprowadze mutanty jedne”  Jeśli na nasza posesję chce wejsc jakis obcy facet ( obcy dla Tuptusia ) to nie obawiamy się ,że biegają file ( po 50 kg mieśni) , czy furtka u boczka jest otwarta ( 80 kg masy) tylko szukamy gdzie smiga tuptus, bo to dla bezpieczenstwa goscia. Tuptuś pies zaczepno- obronny. Na widok dzieci reaguje spontanicznie krzycząc „ no dzieciaki , dawajcie, pobawimy się „ jak trafi się kobieta to on tak mowi „ oooooo , laska , pewnie zaraz weżmnie mnie na ręce , będzie głaskać, hehe a ja w tym czasie zapuszcze źurwaia w jej dekolt, jak mi się spodoba to wezme ją do swjego haremu. A jak wchodzi facet, to Tuptus robi szyderczy usmiech i start, szybko pół okregiem zatoczy łuk i z szybkoscią grzechotnika zatopi swoje kiłki z jego nagawicy. Pamieta oczywiście o tym , że w trakcie tego trzeba patrzec na łeb tego faceta, bo jak zaczyna się odwracac to trzeba zrobic unik i przygotowac się do nastepnego ataku na nogę która przejeła ciezar. Na moj krzyk „tuptus feee!!!” Tuptus puszcza i biegiem zajmuje pozycje bramkarza przy furtce a jego łepetynie myśli takie : haha, ja mu odetne drogę ucieczki a jamor ze łba bedzie go walić. Zaraz biorę go na rece i zanosze do boksu, Tuptus sie drze ” no nie teraz, zobacz , klient jest juz mięki, dawaj go. Widziałes jak sie mnie wystaszył ? jak skakał z nogi na nogę ? taki wielki chłop a w majty narbił..” Jakby tak zrobić przeszczep odwagi Tuptusia do ciała Kanclerza ( czytaj Boczka ) to nie jedne cesarstwo można podbic.

Ktos czytajac to pomyśli ze pies agresywny. jednak takie wnioski sa błędne. Tuptus jest normalnym psem, ma dobrą głowę. Jest to jego sposób na życie. Po przyjeżdzie do nas lezał i tak sobie kombinował. ” K….wa, ale ja to miałem przesrane. jadłem jakies gówno, oko wyłupali, robale mnie od srodka jadły, łańcuch 8 kg na łbie, wilki jakies, ja tam na deszczu…. ech. Gdyby nie te dziewczyny to bym pewno juz tam zdechł i lezał pod płotem. A teraz ? micha lux, boks mam swój, wypasony. za scianą laski, podupcyc sie nie da bo zakaz, ale pobajerowac można. Konkurencji w sumie  zadnej. Duzo psów ale jaj nie mają. Bede pomagał jamorowi, apel zrobie, musztre przeprowadze, podwórka popilnuje.Będzie dobrze. Jamor gadał, że dziewczyny z czasem zafundują mi wyjazd do jakies kliniki, ja pierdziele, moze do Warszawy bym pojechał. Tam podobno światowe ludzie, moze cos mi z tą dziurą po oku zrobią aby infekcja sie nie robiła i much nie neciło. A te dwie dziury co mam na podniebieniu, w sumie to jakos tam sobi radze, ale czasami obciach przed dziewczynami, bo jak siorbie to z nosa kapie. Usmarkaniec powiedzą . Jakoś to bedzie, zycie jest piekne. Przeciez mogłoby mnie spotkac cos strasznego. np. taki Pirat. Siedzi chłopisko w tej swojej budzie. Czasami do niego zachodze, ot tak pogadac.Temu nogę ucieli po samej dupie. Jaja wyrwali prawie z fiutem. Czy cos gorszego moze spotkac faceta ? brrrrr. Namawiam go na spacery , a ten ciagle nie , bo samochód go jeb…e”. Pirat , przeciez tu nie ma zadnej drogi a on ciagle swoje .Ostatniej niedzieli , nie wiem czy to dzien dziecka czy jak, trafiły do niego dwie laski.Pielgniarki je wołają. Aza i Anu. Mnie tam nie wuścili. Cisza tam była straszna. Siedziałem z uchem przy ścianie, cholera, co oni tam robią ? I wiecie co ? nic , normalnie nic sie nie dowiedziałem. Szeptem co cos tam gadali. One dwie i on sam. No szlag mnie trafiał, przeciez mozna było to jakos sprawedliwie, aza do pirata a anu do mnie. nie bo po co. a co ja gorszy ? Nie mam żalu do Pirata, niech ma, może i dla mnie coś sie trafi. Pirat od tego czasu zaczyna wypełzać ze swojego pokoju, zapierdzila wzdłuz boksów na tych trzech łapach, łeb w dole, podbiega do pielęgniarek, one cos mu szepną ucho i on szybko wraca do koja. A zresztą co mnie to obchodzi. Nakręcam sie nie potrzebnie.I tak mu nie zazdroszcze.Jestem w lepszej sytuacji. Wygladam jakbym puszczał oczko, wiec podryw juz jest. Ogon zawsze w gorze a z drugim tez jest dobrze, jaja mam, jestem silny, sliczny i nie ma cfffaniaka na mnie. Moze i kiedy wpierdziel od ktorego duzego dostane, ale pamietliwy jestem, miski są przy kracie nasikac potrafie.”…………

Nie da sie opisać i zaszablonować Tuptusia. Dobry chłopak jest, szczery. Poradzi sobie w kazdych warunkach, no może bez duzego sniegu. Ten kto go przygarnie , to bedzie szczęsciarzem. Bedzie miał wiele w jednym. Psa, alarm, obrońce, 100% nadzorce pozostałego inwentarza a najlepszego przyjaiela.

A to , że podobno udusił  i zagyzł 3 krowy z sąsiedniej wsi, to tylko plotki i pomówienia.

Bronek

Z pamiętnika Bronka

„ Nazywam się Bronisław Bronkowski. Urodziłem się, bo się urodziłem i nikomu nic do tego. Miałem kilku braci. Jeden obecnie jest księdzem, drugi politykiem , nawet nie wiem w jakiej partii, zawsze jakiś czerwony krawat nosi. Trzeci nie żyje, poległ na stanowisku pracy. Robiliśmy wtedy jakąś mieszkaniówke , pruliśmy szafę pancerną diaksem , pech bo diaks miał przebicie a w gniazdku zerowania nie było. Do szkoły chodziłem sporadycznie, ale zawsze zdawałem. Wychowawca mówił ze nawet zdolny jestem. Pamietam jak dzis jak to mowił, miło mi było. Powiedział mi to wtedy jak pomogłem mu otworzyć mu samochód jak zatrzasnął kluczyki wewnątrz. Pani od polaka chyba mnie nie lubiła bo straszyła mnie pałą na koniec roku. Poprosiłem starszych kolegów z podwórka, też ją postarszyli pałą, zdałem, znaczy nie jestem taki głupi. Jak miałem 12 lat matka kupiła mi pierwszy dres. Adidasa made in china. Sport uprawiałem juz wczesniej, chodziłem na siłownie z chłopakami, robiłem masę. Lekkoatletykę uprawiałem codziennie. Wychowywałem się na pradze, na treningi chodziliśmy na sródmieście. Tam biegałem na setkę, dalej nie trzeba było. Nikt dalej nie gonił a torebka była już moja. 20 zł czy 50 , zawsze coś się wypracowało. Na fajki było.
Pierwszy raz wpadkę miałem mając 13 lat. Za głupotę, bo jak to inaczej nazwać. Za kołpaki. Kołpaki od malucha. Okazało sie , że to maluch mojego dzielnicowego. Tak właśnie poznałem dzielnicowego. Ja jak ja, ale moja ***** dobrze go poznała. Moczyłem kilka dni. Dzielnicowy, facet po 50 t-ce, w sumie nie duży a żylasty z mięśniem piwnym. Kurtkę od munduru miał błyszczącą od przodu , zamiast kupić proszek do prania za mundurówkę to widocznie szło na przelew. Koszula niebieska z wytartym kołnierzykiem, spodnie za krótkie a buty zjechane , z zelówki zawsze wystawał świeży klej butapren . Ale łapę to on miał. Konkretny gość. Do dziś mu się kłaniam. Oprócz datku na dupę dostałem kuratora. Kurator przyjeżdżał do mnie kilka razy, potem jak się zorientował ze nie ma juz portfela to tylko dzwonił do matki i mówił , ze jakby się kto pytał to on u mnie był. Nawet się nie pytał czy jestem grzeczny. Dzielnicowy uprzedzał mnie, ze jak juz będę miał zakończone 17 lat, to nie zakończy sie to na sadzie dla nie letnich ale jak coś przeskrobie to będę startował z kodeksu karnego jak dorosły. Tak wiec i miał racje. Pierwsze zarzuty ze starego kodeksu art. 210par,1 dostałem miesiac po 17-tych urodzinach. Zanim sprawa trafiła na wokandę zaliczyłem 208, za kiosk i z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie trafiłem przed oblicze sądu. Sąd nie przychylił się do wniosku i poszło z wolnej stopy. Sprawy mi połączono i wyłapałem 1,5 roku w zawieszeniu na 3 lata. Niby pilnowałem się aby nie wpaść ,ale wyszła sprawa z moim bratem. Szlifierka kątowa diaks, celma w metalowej obudowie. Przez nią te kłopoty, przez nią zginął mój brat. Do dziś zastanawiam się, czy nie założyc sprawy o odszkodowanie za straty moralnie producentowi Celmy. Brat przecinał ściankę kasety pancernej, w jednej z willi w Konstancinie. Przecinał i nagle zaczął drzec jape słowem „ aaaaaaaaaaa………………” Myślałem , że tak się podjarał tą robotą i że tak to przeżywa, a jego po prostu prąd trzepał. Zanim wywaliło korki to on juz stracił przytomność. Nie wiedziałem jak mu pomóc, jak były w szkole zajęcia z pomocy przed medycznej to byłem na wagarach. Zadzwoniłem na pogotowie. Pogotowie przyjechało po 40 minutach , lekarz stwierdził zgon . Ja trafiłem za kartki , potem przed oblicze wysokiego sądu i tymczasowy areszt na 1 miesiąc. Z jednego miesiąca zrobiło się 9, przedłużali i przedłużali. W areszcie śledczym pod adresem ul, kłobucka 15 Warszawa przeszedłem właściwe szkolenie. Tam nadrobiłem zaległości edukacyjne, przeczytałem dużo książek , literatura powszechna jak też to co powinienem znać, czyli kodeks karny, kodeks postępowania karnego i kodeks wykonawczy. Wszytkie grube wydania z komentarzem. Przeszedłem szkolenie od kolegów jak pisać odwołania i zażalenia. Papuge miałem z urzędu , bo w trakcie składania wyjaśnień po zarzutach w prokuraturze oswiadczyłem, że w młodości upadłem z wysokości na głowe a ostatnio nadużywałem narkotyków ( oszukałem , nie brałem nigdy, prowadzę zdrowy tryb życia). Papuga aktywny zbytnio nie był. Na rozprawach potrafił przysnąć lub dłubał w nosie. Słyszałem , że w karnych co brali go prywatnie to walczył jak lew , potrafił załatwić tematy juz na zapleczu sali rozpraw lub w toalecie, jednak ja kasy nie miałem.
Po 9 miesiącach dostałem zmianę środka z sanek na dozór. Meldowałem sie dwa razy w tygodniu w miejscowym komisariacie, podpisywałem listę, o taka ściema ze niby jestem pod kontrolą. W trakcie mojego pobytu w AS moja matka związała się z jakimś facetem, zaznacze ojca nie pamiętam, zostawił nas jeszcze w pieluchach. Nowy konkubent matki pracował na kolei, całe dni i noce go nie było, ciągle w trasie. Ja jak byłem trzeźwy to tolerowałem jego obecność w domu, jednak jak od czasu do czasu wracałem na fali, to z miejsca i bez ostrzeżenia waliłem go w ryj. Nie będzie mi tu obcy chłop matki posuwał. Na drugi dzień zawsze żałowałem, bo w sumie on nas utrzymywał i matka go bardzo lubiła. Krzyczała na mnie, płakała i tak w kółko. Na interwencje –przyjeżdżały psy i zabierały mnie na kolską. Rano dostawałem rachunek i kopa w dupę. Ze spuszczoną głową wracałem do domu. Matka znów płakała ale przyjmowała mnie. Jest cos takiego we mnie, coś tam ciągle drzemie, matka mówi że mam diabła w głowie. Może i ma racje. W Warszawie roboty dla mnie nie było, jeśli była to jedynie „mokra” , musiałem zmienić środowisko, inaczej sie nie dało. Pojechałem za robotą do Łowicza. Kiedyś dostałem takie namiary , na Panią Romke z Urzędu Pracy, że może pomóc. Łowicz miasto nie duże, myślę sobie , że raczej ciężko będzie z robotą. Jednak Pani Romka wykonała kilka telefonów, działała jak błyskawica, biegała po pokoju a ja siedziałem jak ta cipa na taborecie trzymając beret w garści. Mówi tak : Panie Bronek , jest robota, na budowie, pomocnik murarza. Może być ? Pewnie –odpowiadam.
Zamieszkałem z barakowozie. Jako czwarty. Majster dojeżdżał rowerem . Miejscowy. Przez trzy tygodnie nosiłem woreczki i cegły. Nie na darmo pakowałem na służewcu, klate mam rozbudowaną. Nie jedna panna by sie obejrzała, ale ja do dziewczyn jestem jakos nie bardzo, chciałbym, ale nie wiem jak zagadać. Kolesie z którym mieszkałem byli spoko. Ze wsi gdzieś z pod Radomia. Opowiadali cały czas o krowach, dyskotekach i o dziewczynach. Paweł to nawet był zaręczony, ale dziewczyna powiedziała mu , że nie ożeni się z nim do póki zębów sobie nie wstawi. Paweł opowiadał mi kiedyś , jak to dzielnie stanął w obronie jakieś dziewczyny na dyskotece w Chynowie , ze miejscowi bejdzbolem wywalili mu zęby z przodu. Ale tak tylko gadał. Stasiek i Jacek, jego koledzy ze wsi, w sekrecie powiedzieli mi , że Paweł nie stracił je w boju tylko zaniedbał higienę ustną i próchnica mu zęby zjadła. Pracowałem od świtu do nocy, nie było czasu na głupoty. W niedziele wolne, wiec spaliśmy prawie do obiadu, potem któryś makaronu ugotował, Jacek skoczył po wino do sklepu i znów spać. I tak w kółko. Po trzech tygodniach majster zaczął wtajemniczać mnie w różne roboty. Nauczyłem sie kłaść równo cegły, robić tynki i różne takie rzeczy. Tak kilka miesięcy.
Pewnego dnia siedząc na rusztowaniu widzę Jacka jak wrzuca piach do betoniarki, do niego podchodzi dwóch facetów. Gadają z nim i patrzą na mnie. Ha , myślę sobie , kontrola z inspekcji pracy. Jacek drze mordę „ Bronek , spierda…..j” A czemu mam uciekać, majster przecież mnie zarejestrował, bynajmniej tak mówił. Schodzę, pogadam. Jacek pewnie nie wie , że jestem zarejestrowany. „ Pan Bronisław Borkowski ? Policja” O w ****, wyrok mi odwiesili.
Pojechałem do Zakładu Karnego. Oczywiście jak pytali już tam to mówiłem, że złapali mnie w bezpośrednim pościgu jak swoim BMW uciekałem, bo wstyd mi było przypucowac się, że psiarni sam w łapy wlazłem, ze na rusztowaniu kielnią machałem. Trafiłem na oddział grypsujących. Głowę na pałę zgoliłem, potem a z czasem wydziergałem sobie różne malunki na ciele. Stawiać klawiszom sie nie stawiałem. Przenieśli mnie to zakładu w Mielcu. Tam dobre warunki były , żarcie dobre i naczelnik fajny gość.
Pewnego dnia wezwał mnie naczelnik i powiedział, ze jest szansa dla mnie, na warunkowe wyjście, ale musze poddać sie resocjalizacji, jakiś program. Zgodziłem sie. W niedziele w obstawie dwóch funkcjonariuszy przewieziono mnie do warki, do ośrodka wychowawczego . Było tam trochę towarzystwa, ale nie wiem za co siedzieli. Zostawili mnie w celi i po chwili przyszedł do mnie facet. Przedstawił sie jako jamor. Spoufalać sie nie będę wiec ręki mu nie podałem, ale jak położył mi dłoń na plecach i chciał klepnąć, to ja nie koń, klepać sie nie dam wiec z wielkim zamachem piąchą chciałem go trafić w dziób. Zrobił unik a ja trafiłem w ścianę. Poszedł sobie. Myślę , że i tak go trafie kiedy.
Obok siedział jakis starszy gość, raczej nie siedział tylko leżakował sobie. Miał fotel bujany, mówił to cos po francusku, po angielsku , polski też znał. Eugeniusz Atos się nazywał
„Te, nowy” – odezwał się do mnie. „ Nawet nie próbuj fikać, siedź grzecznie a będziesz miał jak u pana Boga za piecem” Jak będziesz grzeczny to znajda Ci takie miejsce do dalszej resocjalizacji ze lepiej niż w domu będziesz miał. Jak będziesz się stawiał to tylko sobie pogorszysz , a jamor ma prawą rękę, to tuptuś, Tuptuś jest bezwzględny i wszyscy się go tu boją”
Jak wypowiedział słowo „ Tuptuś” to wszyscy na zakładzie się wyciszyli, czekali co dalej powie Atos, widziałem przerażenie w ich oczach.
„ Tuptuś dalej jest w sanatorium , wiec nie bójcie się, jak będę cos bliżej wiedział to wam powiem „
Zjadłem kolację i poszedłem spać. Nie spałem na łóżku, spałem na kocyku na podłodze, miałem jakiś straszy sen, że w nocy przychodzi do mnie Tuptuś i mnie dusi na łóżku. Ciężka noc była.

Z pamiętnika Bronka , cz II

Poranek za wczesny, bo w sumie prawie nie spałem a już trzeba było wstać. Poranna zaprawa. Na zaprawie byłem sam, choć na placu wcześniej widziałem spore grupy, jedni biegali inni chodzili i słuchali muzy, inni trenowali yoge. Po zaprawie czas na higienę. Golenie, mycie zębów. Potem zostałem wezwany na rozmowę do jamora. Wypytywał o różne rzeczy i cos ciągle notował. Potem dostałem do wypełnienia test , jakieś 200 pytania z tego chyba komuś się cos pomyliło przy kserowaniu bo niektóre pytania powtarzały się. Test chyba nie wyszedł mi za dobrze bo widziałem potem minę jamora jak go sprawdzał. Drapał się w ten siwy łeb i cos bazgrał na kartce. Kartkę skserował i dał mi do przeczytania. To była lista czego mi nie wolno i co należy do moich obowiązków jak tez moje prawa. Praw miałem nie wiele, prawo do snu, do jedzenia, do wypoczynku , edukacji i zabaw. Za to zakazów i obowiązków do cholery. Żadnej przemocy, alkoholu, papierosów , dragów. Kurde, same przykazania. Z praw miałem mozliwosc korzystania z siłowi i z maty do judo, niestety boks zabroniony. Na moją prośbe o uzasadnienie tej dezycji o boksie dostałem odpowiedź, że poprostu najbliższy oddział chirurgii szczękowej jest na lindleja w Warszawie i nikt nie ma czasu aby tam wozic moich towarzyszy z ringu, a za to będę miał lekcje gry w szachy u Pana Atosa jak też lekcje śpiewu u P. Krystiana Bacy . Nie, no to lekka przesada, ja śpiewać nie potrafię. Jamor zapytał mnie czy znam jakąś piosenkę, znałem, wiec porosił aby mu zaśpiewał. Znałem tylko w sumie jedną, na wyjazdach z chłopakami ją śpiewaliśmy, więc zacząłem „ Legia, legia , legia to chuje” „ stop” krzyknął. Dobra, gada, w chórkach będziesz tylko lekko dawał głos, basem mruczał. Zgodziłem się, zresztą nie miałem innego wyjścia. Zostałem zapoznany z regulaminem i musiałem się pod tym podpisać.
Dostałem robotę. Obsługiwałem betoniarkę i robiłem na płycie wibracyjnej betonowe bloczki. Nie wiem jak to się stało, ale pokochałem tą prace. Już po tygodniu robiłem rekordy, 300 % normy. Wszyscy mnie chwalili. Jestem bardzo silny i na tym zakładzie najsilniejszy. Kiedyś nawet po kolacji przy stole jamor dał się namówić na zmogi na rękę. Położyłem go bez wysiłku. Wtedy on na spokojnie do mnie powiedział „ Pamiętaj Bronek, nie ważne że jesteś ode mnie silniejszy na rękę, ale jak złamiesz regulamin, to znajdę Cię w nocy na łóżku i tą rękę Cię przydusze a Leon Tuptuś wyłupie Ci oko. Do dziś pamiętam jak to powiedział, aż ciarki mi po karku przeszły i na pewno nie żartował.
O ucieczce nie myślałem. Duży jestem to łatwy ze mnie cel do trafienia. Z karabinu czy ze słoika i tak się padnie.
Pokój tylko dla siebie. Sucho ,czysto. Zwykłe radio, telewizor na świetlicy.W sumie TV jedynie w niedziele, bo w tygodniu robota do nocy. Pokoje z termostatem, ale pozakręcałem grzejniki, lubię jak jest chłodniej. W rodzinnym domu w zime w chałupie nigdy nie było cieplej jak 12 stopni, zahartowany jestem.
Jedzenie ok., pomimo gabarytów obżarciuch nie jestem, zawsze zostawało mi z obiadu, to wróblom i dla gołębi na parapecie zostawiałem.
Towarzystwo na terenie było znośne. W sumie bliższych kontaktów z nikim nie utrzymywałem. Nie raz pogadało się z tym czy z tamtym. Nie lubiłem jedynie jednego gościa. Nie wiem jak się On dokładnie nazywał. Podobno kiedyś w hazard bardzo się wciągnął ,przetańczył rodzinny majątek, nabrał jakiegoś kredytu i do USA uciekł. Tam mieszkał w stanie texas, ale w końcu wpadł podczas jakieś kontroli, zawineli i do kraju deportowali. Wołają na niego Texas.. Texas ciagle się z mnie nabija, że mięśniak jestem i mam mały rozum. Woła do mnie „Mamut”. Raz jeden nie wytrzymałem, mówię dowale burakowi. Juz wycelowałem swoją pieść w jego mordę kiedy usłyszałem z tyłu ‘Bronek !” .Za mną stał jamor i spokojnie się na mnie patrzył. Odpowiadam „ Co”
– Ty wiesz co.
Odwrócił się i poszedł. Jak wróciłem do swojego pokoju wyciągnąłem z szafki kopie regulaminu, poczytać . Nie mogłem się doczytać ,czy samo usiłowanie jest traktowane jak czyn dokonany. Poszedłem spać. Długo nie mogłem zasnąć, bałem się ,że w nocy może przyjść Leon Tuptuś. Podstawiłem szczotkę pod klamkę a z kocykiem wsunąłem się pod łóżko. Zasnąłem

Z pamiętnika Bronka cz III

– Wstawaj, rano zameldujesz się na kuchni, tam dostaniesz zadanie do wykonania.
Jamor trzasnął drzwiami i wyszedł. Cholera, to juz 7.00, zaspałem. Załozyłem szybko gacie i z nieogoloną mordą pobiegłem na kuchnię. Zameldowałem się do Pani kierowniczki, p. Krystyna Malinowska . Pani Malinowska ps. Malina ładna kobitka ale podobno niedostępna . Znana była z tego, że jawnie właziła w dupsko jamorowi jak tez z tego, ze żarcie to u niej najważniejsza rzecz w życiu.
– pójdziesz na obierak , masz tam do obrania ziemniaki.
Polazłem. Ja pierdziu, ale tego jest, cała sterta. Nożyk ostry ale mały. Te ziemniaki to jakieś sadzeniaki albo z odrzutu, bo takie małe że po obraniu zostawała mała kostka. Łapy mam wielkie, nożyk mały, ziemniaki jeszcze mniejsze. Po drugim wiadrze czułem jakbym na szpilkach siedział, po trzecim czułem mnie wszystko swędzi. W dupe , nie będę obierał. Kopa w wiadro i spadam. O jasna cholera, klamki nie ma . Zacząłem wali w drzwi, kopać. Po kilku minutach trochę zeszło ze mnie powietrze. Stoję juz i tylko pukam, halo halo. No nic. Na drzwiach widzę dużo wgłębień po kopach, i to nie moje, bo na innej wysokości, są też pewnie po uderzeniach z głowy. Na drzwiach napis czarnym niezmywalnym flamastrem „ Jak obierzesz wszystkie ziemniaki to naciśnij dzwonek przy drzwiach” Po 5 godzinach nacisnąłem.
Następne dni już normalnie. Betoniareczka, bloczki, woreczki. Mogłem się wyładować. Materiał dowoził p. Eugeniusz Wyłupek. Nie duży chłop, szczery. Był kierowcą kamaza. Dobrze jeździł. Potrafił cofać w bramę na zapałke, nigdy fury nie zarysował. Czasami jak czekał na załadunek to pogadaliśmy sobie. Odsiadywał wyrok za ciężkie obrażenia ciała. Za dobre sprawowanie trafił do tego ośrodka gdzie realizować dalszy pobyt z pożyteczną pracą. Nie łatwo w tych czasach w ZK o robotę. Robota to nagroda.
Pan Wyłupek niegdyś żonaty. Mając 20 lat został zaproszony przez koleżankę z ulicy na studniówkę. Jeździł wtedy już na tirach, miał mocne prawo jazdy. W domu był gościem. Na studniówce w szatni zamroczony tanim winem poszedł z falą , poczuł miętę do panny która go zaprosiła. Oporu nie stawiała a wręcz wyzywająca i aktywna była. Rozebrał ją do pasa z czego ona znacznie pomagała. Więcej nie pamięta, obudził się w domu na podłodze w korytarzu. Po miesiącu dostał on niej sms „ Pamiętasz szczegóły ?” Odpisał „ Nie”
Wyłupek opowiadał tak :
Po dwóch miesiącach na gg napisała do mnie „Będziesz ojcem, jestem w ciąży” Na drugi dzień byliśmy już u księdza, termin załatwić. Terminy odległe, wiec aby proboszcz był przychylny na tace wrzuciłem 3x stawka. Sala, ciuchy, orkiestra, żarcie, obrączki . Za miesiąc wesele. Do czasu wesela poznałem przyszłą teściową. Gienuś tiu tiu tiu, Gienuś kochany. Kanapki robiła, piwo przyniosła, no cudo .
Ślub, wesele- trema straszna i zadna przyjemność. Sztuczne uśmieszki, cała ta otoczka. Goście się nażarli, nachlali i zostawili w kopertach co łaska. Dwie koperty puste, wiem od kogo bo do konkretnych kieszeni chowałem. Cioteczki mojej ślubnej.
Po ślubie żona przeprowadziła się do mnie. Po tygodniu poinformowała mnie, że jednak nie jest w ciąży, że to chyba tylko okres jej się przesunął. W domu bywałem rzadko, brałem każdy kurs, czy na Rosję czy Holandia, bez różnicy. Po miesiącu wprowadziła się do nas teściowa, sprzedała swój dom bo jak twierdzi sama w takim dużym domu siedzieć nie będzie . No przecież mogliśmy się zamienić , ale po co. Kasę za dom jako wsparcie przelała na konto ojca dyrektora. Ja żle nie zarabiałem. Pieniążki żonie zostawiałem , miała się gospodarzyć. Ile bym nie zarobił- mało i mało. Ciągle awantura. Teściowa była w tym perfekcyjna. Bo to, bo tamto. Kupiłem żonie samochód, do miasta ciagle musiała jeżdzic , jakieś zabiegi, solarium i zakupy. Samochód nowy wiec AC wykupiłem. Co z tego . Pod sklepem w Otwocku samochód ukradli z kluczykami i dokumentami bo pinda zamknąć zapomniała.
Z ubezpieczenia złotówki nie wypłacili. Jak wracałem po kilku tygodniach do domu z trasy to już flaki mi się przewracały na myśl o tych babach. Czasami wpadałem do domu, brałem tylko ciuchy na przebranie i mówiłem ze znów jadę w drogę. Wtedy szedłem do firmy na bazę, tam spałem w kanciapie. Żona szefa, Pani Justyna nie pytała o co chodzi ale pewno rozumiała. Przynosiła mi wtedy obiady, kochana kobitka. W domu to gotowanego nigdy nie dostałem, nigdy flądry nie miały czasu , bo a to jakiś brazylijski serial leciał lub cos z rodzaju „ brzydula”. W kuchni syf, wszystko się kleiło, szklanki matowe.
Kiedyś na trasie , od Moskwy , zobaczyłem przy drodze w lesie małego psa. Na sznurku do drzewa przywiązany. Szkoda psa mówię sobie, ale to nie moja sprawa , musze jechać. Przejechałem tak jeszcze jakieś 200 km, cholera,, nie wytrzymałem. Zawróciłem. Trzy godziny i byłem przy psie. Psa do kabiny. Zjadł kanapkę i poszedł spać na siedzenie. Potem jechaliśmy i gadałem do niego. Fajny piesek. Na granicy podczas odprawy pod siedzenie i nikt nie zauważył. Zabrałem go do mieszkania. W mieszkaniu teściowa z mordą do mnie, że mam wywalić psa, że albo pies albo ja. No cholera, przecież to mój dom. Mówię „ jak mamusi nie pasuje to niech się sama pakuje” . Na te słowa ona złapała psa za kark i ruszyła do drzwi. Krzyczę zostaw psa. Złapałem ją za rękę, wykręciłem aż coś chrupło. Ja za bety i posadziłem na kuchni węglowej.
Córeczką a moja ślubna, taksówką mamusie zawiozła do szpitala. Złamanie kości nadgarstka, uszkodzeniu stawy barkowego oraz poparzenia **** II stopnia. Złożyły zawiadomienie w Komisariacie. Biegły zakwalifikował obrażenia na powyżej 7 dni rozstroju zdrowia, wiec sprawa poszła do sądu z urzędu.
W życiu muchy bym nie skrzywdził a tu jakoś tam wyszło . Poszedłem nawet do kościoła miejscowej parafii, wyspowiadać się. Na spowiedzi świętej proboszcz pokuty mi żadnej nie dał, powiedział ze zna moją teściową i Bóg już mi to wybaczył. Innego zdania była sędzina. Po roku odbyła się rozprawa, dostałem rok do odsiadki, bez zawiasów.
Widzisz Bronek, z kobietami jest różnie. Nie do końca wiadomo jak. Będę tu jeszcze 3 miesiące, to jak chcesz to nauczę cię prowadzić kamaza. Chcesz ?
– Pewnie że chce- odpowiedziałem

Z pamiętnika Bronka, cz IV

O cholera. Zamykając zamek burty w samochodzie p. Wyłupka przyciąłem sobie palucha.
– Ty to masz szczęście- powiedział Wyłupek. – Będziesz mógł iść do higienistki. Zlezie Ci pewnie paznokieć, ale do wesela się zagoi.
Poszedłem do gabinetu Pani higienistki. Kolejki nie było. Panią higienistkę znałem tylko z opowiadań, kilka razy widziałem ją też na korcie z p. Landowskim, trenerem wf.
Higienistka – Jagna Zorza pochodziła z Rabki Zdroju. Tam się urodziła i wychowała. Szkołę pielęgniarską ukończyła w Krakowie . Wysoka blondynka, z niebieskimi oczyma , długim warkoczem. Gładka skórka, jak jedwab. Ząbki perłowe, idealne proporcje ciała. Kandydatki na miss świata wymiękają.
Wynajęła w Krakowie kawalerkę i podjęła pracę w szpitalu. Jako miła dziewczyna z wyjątkową urodą była bardzo lubiana przez koleżanki , a tym bardziej kolegów z pracy. Sympatyczna, skromna, zawsze pomocna. Na jakiekolwiek komplementy od mężczyzn zawsze się czerwieniła i spuszczała oczy. Koleżanki , przeważnie te starsze ( bo te z podobnego rocznika to trochę zazdrosne ) mówiły jej „ Jagna, zobaczysz , znajdziemy Ci takiego kawalera że ho ho”. Jagna nie była w sumie zainteresowania chłopcami. Pracowała, studiowała a w wolne dni pomagała rodzicom w Rabce.
Po prawie roku pracy na jej oddział trafił nowy sanitariusz. Przeniesiony dyscyplinarnie z zespołu pogotowia. Miał na imię Jurek. Na codzień ojciec dwójki dzieci, żona bez pracy , małe gospodarstwo rolne. Jurek z swoim życiorysie bezgranicznie oddawał się swojej pasji. Pił wódę przy każdej okazji lub bez okazji.. Pachniał papierochami i alkoholem na kilometr. Przykładowy okaz próchniczych spustoszeń. Z niską kulturą osobistą i buraczanym wyglądem w sposób chamski zaczepiał Jagnę. Podszczypywanie, bezszczelne propozycje. Jagna jak tylko mogła starała się unikać jego obecności. Zamieniała się na dyżury, brała urlop. Tak miesiąc, drugi, trzeci. Poszła w końcu do Dyrektora na skargę. Została wysłuchana i obiecano jej , że Jurek zostanie przeniesiony. Drugiego po tym zdarzeniu dnia Jagna miła nocny dyżur. Jurek wparował do zabiegowego gdzie aktualnie szykowała zestawy leków dla pacjentów. Był pijany, zresztą jak codzień. Purpurowa twarz i piana na ustach
– Co Ty k……..wa, na skarge na mnie polazłaś ? To teraz zobaczysz jak Jurek potrafi kochać.
Po tych słowach rozpiął pasek , spuścił spodnie z gaćmi do kolan. Całość z kalesonami oparła się na gumofilcach. Smród nie do opisania. Z wyciągniętymi brudnymi łapskami ruszył w jej kierunku blokując drogę ucieczki. Chwycił ją za fartuch i rozrywając dwa górne guziki odsłonił jej piękne ramiona. Ona szarpiąc się usiłowała dostać się do drzwi. Jego ruchy ciągle krępowały spodnie opuszczone poniżej kolan. Przez to stracił równowagę . Upadając na podłogę pociągnął za sobą Jagnę i stolik z wyposażeniem zabiegowego.
– Teraz już mi nie uciekniesz !!!- wybełkotał
Jagna chwyciła leżące na podłodze nożyczki i jednym wprawnym ruchem obcięła mu zflaczałego ptaka. Jurek zaczął wyć a krew lała się jak z węża ogrodowego. Jagna wstała, podeszła do burka, wzięła mocno w dłoń pięknie zaostrzony ołówek i jednym zdecydowanym uderzeniem wbiła mu go w oko. Jego ciało drżało w konwulsjach prawie minutę po czym duch z radością opuścił grzeszne i zaniedbane ciało.
Za dwa dni Jagna z zarzutem art 148 §1 KK trafiła przez oblicze sądu z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie. W sądzie przygnębiona z panicznym strachem co dalej przyznała do się do zarzutu i odmówiła składania wyjaśnień. Po 5 miesiącach rozprawa. Doprowadzana z aresztu przez policję na korytarzu sądu zobaczyła żonę denata. Była z dziećmi. Uśmiechnęła się do Jagny i życzliwie pomachała jej dłonią.
Sala pełna. Rodzice, znajomi, przyjaciele. Okazało się , że żona denata wspólnie z dyrektorem szpitala uruchomili akcje zbiórki pieniążków na wynajęcie adwokata do jej obrony. Przebieg rozprawy burzliwy. Prokurator domagał się 20 lat pozbawienia wolności jednak adwokat walczył jak lew. Wypowiedzi biegłych , zeznania świadków. Na pewno duże znaczenie w postępowaniu miała sama sędzina, która sama była kilka lat po rozwodzie i przejściach z tyranem domowym.
Postępowanie zakończyło się zmianą kwalifikacji na przekroczenie obrony koniecznej (przez ten ołówek) i Jagna dostała 3 lata z czego do odsiadki zaliczono jej tymczasowy areszt.
Tu i tam aż znalazła się w tym miejscu.
Pyta się mnie grzecznie – Co się Panu stało ?
– zamykając burtę palca sobie przyciąłem, strasznie mnie boli, niech Pani zobaczy jaki siny, na pewno martwica się już wdała. Ja nie chcę umierać !
Jagna zwyczajna takich zachowań, bo Ci co niby najwięksi twardziele najbardziej użalają się nad sobą przy nawet drobnych chorobach. Leżakują wtedy w domu z pilotem TV w dłoni a wszyscy muszą wokół nich latać, gorzej jak z dziećmi.
Nachyliła się na moja dłonią aby zdiagnozować obrażenia. Boże , jak ona ślicznie pachniała. Sterylny, śnieżno- biały fartuch , perfekcyjnie wyprasowany. Leżał na niej jak najpiękniejsza sukienka podkreślając zaokrąglenia. Mój wzrok mimowolnie kierował się na jej biust . Aż głupio mi było , bo w trakcie rozmowy nie potrafiłem patrzeć jej w oczy tylko ciągle na te wypuklenia.
– Panie Bronek, skup się Pan i trzymaj Pan tą rękę prosto , nie mogę Panu tego zabandażować jak się Pan tak trzęsiesz. Zimno Panu ?
– Nie nie, ciepło jest. To chyba z bólu.
Założyła mi opatrunek i dostałem jakiś specyfik do smarowania. Za 5 dni kazała mi przyjść na kontrolę.
Całą noc mi się śniła. Biegała po łące w przewiewnej sukience a ja w jakiś betonowych butach próbowałem ją dogonić. Ciągle czułem ten jej zapach.
Na drugi dzień z rana długo nie myśląc ( bo co zresztą nie jest moją mocną stroną ) celowo wsadziłem palce z zawiasy futryny drzwi i z całej siły je zamknąłem. Posikałem się z bólu a palec uległ złamaniu. Zamiast do higienistki trafiłem na oddział ortopedyczny gdzie łape wsadzono mi w gips.I jak tu teraz w nosie podłubać. Ech życie

z pamietnika Bronka cz. V

Z samego rana dostałem informację od kadrowej , że będę miał odwiedzimy. Ojczym ma przyjechać. Ojczym – Stanisław Liwko. Nie wiem po jaką cholerę , bo przecież ja całe życie mu dokuczałem a On za mną nie przepadał. Jak już wcześniej wspominałem Stasiek Liwko robił na kolei, chyba od czasu jak juz zaczął chodzić. Wiadomo, jak wszyscy , zaczął od węgla, czyli kradł węgiel. Razem z dzieciakami wskakiwali na wagony i zrzucali bryły, potem inna grupa czyściła trasę. Po zawodówce robił na PKP na warsztatach, potem został kanarem. Robił podmiejskie trasy. Kilkanaście lat było normalnie. Stały skład załogi, motorniczy , kierownik i Stasiek. Motorniczy pilnował aby płynnie ruszać i hamować, aby wódka się nie rozlała. Ojczym robił skład od tyłu, kierownik od początku. Zbierali od pasażerów za przejazd, od 2 zł – 5 zł. Potem wszystko do jednego wora i dzielili na trzech. Kiedyś pamiętam jak stary w domu opowiadał przy obiedzie , że trafił mu się pasażer który chciał aby mu wypisać bilet , o to było wydarzenie. Chciał kwit a nie chciał dać w łapę. Długo się wtedy w pociągu motali aby załatwić druki , bo blankietu to raczej z kanarów nikt nie nosił, czapkę się nosiło. Tak czy inaczej zakończyło się to tym, że ojczym na pierwszej ze stacji wysadził pasażera i na pożegnanie zasadził mu kopa. Co jak co, ale Stasiek w dialogach uczestniczyć nie lubił, zaraz reagował agresywnie gdy brakowało mu finezji w słowach. Długo czekać nie trzeba było, bo za dwa dni był telefon do naczelnika PKP . Dzwonili z kancelarii I sekretarza. Okazało się ,.że ten pasażer to szwagier jakieś figury z partii. Staśka bez prawa odwołania przerzucili na pośpieszne. Od tego czasu w domu bywał już sporadycznie. Tan już zbytnio obrywów nie miał, bo ciągle składy zmieniali i nie wiadomo komu można ufać. Roboty swojej to juz chyba nie lubił. Zawsze ponury, mało się odzywał. W pociągu przeważnie kierownik z innymi kręcili lody na kuszetkach , ale do interesu wciągnąć go nie chcieli. Zresztą każdy jak tylko chciał robił z niego idiotę.
stasiek,ojciec bronka – kliknij
Godzina 17.00 , ojczym przyjechał do mnie na odwiedziny.
– No co tam Stasiek ? – pytam grzecznie
Stasiek miał kwaśną minę, oprócz tego widoczne obrażenia twarzy. Otarcia naskórka żuchwy, krwawe wybroczyny z nosa i fioletowa obwódka oka.
– Ano matka chciała abym do Ciebie przyjechał, paczkę przywiozłem – odpowiedział
Na stół postawił dwie duże torby, reklamówki. Zaczął rozpakowywać. – rozpakuje , bo matka kazała torebki oddać- powiada
W torbach słoiki , kompoty, ogórki, smalec. Cała sucha krakowska, kawał wędzonego boczku, gotowane jajka, mydło i proszek do prania. Jabłka idaret, trochę podeschnięte ale ładne. Dwie duże paczki herbaty, kawa , 3 kg cukru i dwa wagony fajek. Stasiek i matka wiedzą , że nie palę, ale mają doświadczenie z czasu jak siedziałem w zakładzie, że fajki to najlepszy środek płatniczy , że za fajki załatwia się różne rzeczy.
W sumie to po jaka cholerę jechał pociągiem prawie 300km z tymi paczkami, przecież mi tu nic nie brakuje. Nie powiedziałem mu tego, bo matce przykro by było.
– Właśnie, a co tam u matki ?
– A nic , trochę choruje , pracuje przy sprzątaniu u ludzi, jakoś sobie radzi. Matka prosiła aby Ci powiedzieć , aby głupot żadnych nie robił ,żebyś nie kradł i bił ludzi. Wiesz że matka ma słabe serce, że ciągle płacze przez Ciebie.
– Dobra, wiem. A powiedz mi co Ci się stało, co masz taka mordę pokancerowaną.
– A jednen cham w pociągu złapał się dziś ze mną, Baton się nazywał. To co, jadę do domu, to cześć.
– Cześc- podaliśmy sobie dłonie i wyszedł.
stasiek Liwko i Baton – Kliknij